ACTA - totalitarny absurd czy niezbędna regulacja?

(Napisał: Maciej Dutko | Data: 24-01-2012)

podziel się: Facebook
nk wykop twitter dodaj do flakera blip
Autor
ACTA - totalitarny absurd czy niezbędna regulacja?

Najgłośniej protestują piraci, którym wysycha źródełko. Najciszej siedzą autorzy zaciskający kciuki, bo wreszcie widzą szansę na skuteczną walkę z kradzieżą swoich dzieł. Media dostarczają sprzecznych informacji. YouTube straszy permanentną inwigilacją. Komu wierzyć? Czym jest ACTA? I dlaczego ten strach ma aż tak wielkie oczy?

W ostatnich dniach zawrzało: Polska stoi u progu podpisania Anti-Counterfeiting Trade Agreement, czyli międzynarodowego porozumienia przeciwko piractwu (w szerokim rozumieniu tego słowa). Na internautów padł blady strach, bo oto okazuje się, że kopiowanie treści czy inne formy wykorzystywania cudzej twórczości intelektualnej będą skuteczniej niż dotychczas ścigane i karane.
Nic dziwnego, że powiało grozą – wszak Polska nadal pozostaje w niechlubnej czołówce krajów, będących liderami w łamaniu praw autorskich. Sieci P2P i serwisy społecznościowe są doskonałym inkubatorem i rezerwuarem piractwa. Same – jako narzędzia – są oczywiście legalne. A to, co wyczyniają ich użytkownicy, to już inna para sandałów. Zatem hulaj dusza, piekła (a nawet czyśćca) nie ma!
Zaraz, zaraz, czy na pewno? Otóż właśnie chyba nadchodzi czyściec w postaci ACTA. Choć z ostatniego wrzenia w mediach wynika, że to nie tyle czyściec, co totalna apokalipsa „wolności internetu”, „wolności słowa”, „prywatności”, „praw obywatelskich” czy wręcz „zamach” na wszystko, co kochającemu wolność najdroższe.
Pobudka! Mówimy przecież o walce z anarchią!
Spójrzmy na ACTA z punktu widzenia autorów, których praca jest permanentnie kradziona. Łamanie praw autorskich osiągnęło apogeum przyzwolenia społecznego, a my, internauci, zatraciliśmy wszelką świadomość, że pobierając film z sieci robimy cokolwiek złego.
Pobudka po raz drugi: tak, to jest złe.

Uporządkujmy fakty – nie dajmy się manipulować:

1.    „Na kopiowaniu nikt nie cierpi” – to mit. Czy jesteś w stanie wyobrazić sobie sytuację, w której każdy, kogo najdzie taka ochota, wchodzi do dowolnego sklepu, kradnie dowolną ilość książek lub płyt z muzyką albo filmami, wychodzi i zaczyna rozdawać je przypadkowym przechodniom? Prawda, że to wizja nie do pojęcia? A przecież tak właśnie dzieje się w sieci: kradniemy cudze filmy i muzykę, a na dodatek rozsyłamy te utwory na lewo i prawo, jak śmieci niemające dla nas większej wartości. Sypiemy więc bezmyślne konfetti z utworów – bo to przecież jest takie fajne!

2.    Prawa własności intelektualnej (m.in. autorskie, patentowe) nie są należycie chronione. Sieci P2P roją się od filmów i muzyki, podobnie jak YouTube czy setki serwisów bazujących na tzw. głębokim linkowaniu. Serwisy społecznościowe umywają ręce: „My tylko udostępniamy narzędzie, to użytkownicy publikują treści. Jeśli otrzymamy zgłoszenie o naruszeniu praw – usuwamy”. Wielokrotnie sprawdzałem to jako autor. W istocie tak jest. Usuwają. Ale w miejsce jednej odciętej głowy, hydrze wyrastają trzy nowe.

3.    Piractwo mamy we krwi. Internet jest najprężniej działającym kanałem łamania praw autorskich. Protesty z ostatnich dni są najlepszym dowodem na to, jak dalece proceder ten wszedł nam wszystkim w krew, skoro jego zatrzymanie odbieramy jak wielki zamach na naszą wolność.

poprzednia123następna
Czy włączyć autoresponder?(poprzedni)It's the product, stupid!(następny)